NOWOŚĆ!Już dziś zapisz się, aby otrzymywać nasz newsletter! Zapisz się 

Kongres

IV debata plenarna rektorów uczelni medycznych

„Jak optymalnie kształcić w zawodach medycznych”

Moderatorzy: prof. Ryszard Gellert, dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego prof. Tomasz Grodzicki, prorektor ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Uczestnicy: prof. Janusz Dzięcioł, prorektor ds. klinicznych i szkolenia zawodowego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku; prof. Zbigniew Gaciong, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego; dr hab. Mariola Głowacka, prof. HUP, prof. UMK, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Mazowieckiej Uczelni Publicznej w Płocku; prof. Marcin Gruchała, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego; dr Piotr Kusznieruk, rektor Mazowieckiej Uczelni Medycznej w Warszawie; prof. Sergiusz Nawrocki, prorektor ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie; dr hab. Paweł Olszewski, dziekan Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego; prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu

Witając uczestników debaty – przedstawicieli władz uczelni medycznych – prof. Ryszard Gellert, współprowadzący to spotkanie, zakomunikował: – Zagadnienie, które budzi obecnie wiele kontrowersji wśród kadry medycznej, dotyczy tego, czy kierunek lekarski powinien mieć charakter ogólnoakademicki czy raczej praktyczny. Wiemy, że lekarz na studiach przygotowuje się do zawodu, a potem całe życie się uczy, ponieważ wiedza medyczna się zmienia i to w bardzo szybkim tempie. Ale czy wiedza praktyczna jest wystarczająca do uprawiania tego zawodu?

Jak podkreślił drugi z moderatorów – prof. Tomasz Grodzicki – uniwersytet ma wykształcić osobę, niekoniecznie profesjonalistę, ale zdolną do podejmowania pewnych działań. Ta osoba musi być „plastyczna”, musi się adaptować do tego, co będzie się działo w przyszłości. Jak zatem optymalnie kształcić w zawodach medycznych?

Prof. Marcin Gruchała stwierdził stanowczo, że kierunek lekarski powinien mieć charakter ogólnoakademicki i że lekarze powinni być kształceni na uczelniach akademickich, na których prowadzi się badania w zakresie nauk medycznych. Podkreślił też, że zawód lekarza jest zawodem szczególnym, nawet wśród profesji medycznych. To lekarz odgrywa bowiem rolę wiodącą w procesie diagnostycznym czy przy podejmowaniu decyzji o procesie terapeutycznym. Lekarz musi odróżnić wartościową wiedzę medyczną od niewartościowej, naukę od pseudonauki, bo medycyna opiera się dziś na faktach i badaniach naukowych. Lekarz musi znać źródło pochodzenia wiedzy medycznej.

Prof. Marcin Gruchała wspomniał, że szczególnie okres pandemii pokazał nam, jak jesteśmy, jako społeczeństwo, świat, podatni na pseudonaukę i różne, często groźne poglądy. – Dlatego uważam, że środowiskiem kształcenia przyszłych lekarzy powinno być środowisko akademickie. Dzisiaj są nim uczelnie medyczne, akademickie, a studenci zdobywają swoją wiedzę i umiejętności praktyczne w środowisku szpitali klinicznych, w których prowadzone są badania naukowe. To ważne, aby lekarz nie wierzył w każdy artykuł, który znajdzie w internecie, aby sam umiał zweryfikować wiedzę – mówił prof. Marcin Gruchała.

Bardzo pozytywnie oceniam to, co na przestrzeni ostatnich lat zadziało się na uczelniach w Kielcach, Zielonej Górze, Olsztynie, a także w Uczelni Łazarskiego. Uczelnie te, podejmując się kształcenia lekarzy, nie szły na skróty. Wybrały trudniejszą drogę, próbując sprostać oczekiwaniom, mając na względzie przede wszystkim troskę o jakość akademickiego kształcenia lekarzy. Natomiast z ogromnym niepokojem obserwuję to, co proponuje się z poziomu państwa – zwiększenie liczby kształconych lekarzy za pomocą wprowadzenia m.in. zmian legislacyjnych w ustawie obniżających oczekiwania uczelni wobec kandydatów, czy też rozpoczynając dyskusję o tym, czy kształcenie ma mieć profil akademicki czy praktyczny – dodał.

Zdaniem prof. Marcina Gruchały nie jest to właściwa droga. Państwo powinno raczej wesprzeć uczelnie poprzez zadbanie o nauczycieli akademickich kształcących w obszarze nauk medycznych, także poprzez poszerzenie bazy klinicznej poza szpitale akademickie, które otrzymałyby status szpitali uczących.

Prof. Mariola Głowacka podczas swojego wystąpienia odniosła się do kilku obszarów. Pierwszy z nich to potrzeby społeczne (w nim mieszczą się problemy zdrowotne Polaków) oraz potrzeby kadrowe podmiotów leczniczych – wysoka średnia wieku kadry lekarskiej, zbyt mała liczba lekarzy w stosunku do potrzeb rynku pracy, na skutek czego część podmiotów leczniczych boryka się z zapewnieniem ciągłości świadczeń zdrowotnych.

Drugi obszar to standard kształcenia, który cały czas ewoluuje i przekłada się na jakość świadczeń klinicznych. Zdecydowana większość efektów uczenia się – obecnie na poziomie 95 proc. – przekłada się na przygotowanie do praktyki lekarskiej. Tylko 5 proc. jest zorientowane na badania naukowe lub implementację wyników badań naukowych do praktyki klinicznej. Trzecim obszarem jest zainteresowanie samych lekarzy działalnością naukową i rozwojem naukowym. Dziś stanowią oni 10-15 proc. całej populacji lekarskiej.

Kolejny obszar to profil absolwenta, jakiego oczekuje rynek pracy. To ma być osoba dobrze przygotowana do realizacji świadczeń zdrowotnych – ma komunikować się z pacjentem, jego rodziną, zachowywać empatyczną postawę, być świadoma własnej odpowiedzialności indywidualnej i zawodowej wynikającej z prawa.

Dla prof. Marioli Głowackiej kształcenie na kierunku lekarskim powinno mieć dwie formy: praktyczną i akademicką. Te profile powinny się uzupełniać. Dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Mazowieckiej Uczelni Publicznej w Płocku podkreśliła także, że współpraca międzyuczelniana jest pożądana w różnych zakresach – i naukowym, i dydaktycznym. Jednak musi ją poprzedzić analiza w obszarach: organizacyjnym, prawnym i legislacyjnym, bo to wymaga wprowadzenia pewnych rozwiązań.

Dobrym sygnałem jest otwarcie się Polski na innowacje w kształceniu, dające możliwość uruchamiania kierunków lekarskich w mniejszych miejscowościach – mówiła prof. Mariola Głowacka. – Otwierając Akademię Mazowiecką, musieliśmy się wykazać zapleczem dydaktycznym, m.in. centrum symulacji, laboratoriami nauk przedklinicznych, ale przede wszystkim musieliśmy zapewnić kadrę, na którą składają się osoby z wieloletnim doświadczeniem zdobytym w strukturach uniwersyteckich. Jeśli więc chodzi o nauczycieli akademickich, o zaplecze dydaktyczne, to uważam, że możemy zapewnić dobrą jakość kształcenia w mniejszych ośrodkach. Uniwersytety w dużych ośrodkach wypracowały dobre praktyki, które mogą być zaimplementowane do mniejszych ośrodków – powiedziała prof. Mariola Głowacka i dodała: – Patrzę jeszcze na aspekt młodzieży bardzo zdolnej, która niestety ze względów ekonomicznych nie może zafunkcjonować w dużych miastach. To jest strata personalna. Oczywiście zaczynają się pojawiać kredyty studenckie, choć obecnie młodzi ludzie podchodzą do nich z dystansem.

Na zakończenie stwierdziła, że rozumie troskę o jakość kształcenia i podkreśliła, że uczelnia, którą reprezentuje, jako uczelnia akademicka musi spełnić te same kryteria co uniwersytecka, aby prowadzić kształcenie na kierunku lekarskim.

Według prof. Zbigniewa Gacionga dylemat nie istnieje, bo studia medyczne to tylko pewien etap w kształceniu lekarza. I choć jest on niezwykle ważny, to, jak stwierdził rektor WUM, sam dyplom nie leczy. – Posiadanie dyplomu nie sprawi, że nagle przybędzie więcej pracowników medycznych, którzy spełnią oczekiwania społeczeństwa. Aby móc dalej się rozwijać, trzeba wynieść pewne podstawy, a takie podstawy zapewni model kształcenia akademickiego. Daje pewny i niezbędny zasób umiejętności potrzebnych już na wejściu do zawodu – mówił prof. Zbigniew Gaciong. Podkreślał, że dyplom powinien gwarantować, iż student te umiejętności posiada, zatem ta podstawa – zagwarantowana przez kształcenie w modelu akademickim – jest niezbędna. Ten rodzaj kształcenia przygotowuje studenta do tego, że praca w zawodzie lekarza to także ciągła nauka, rozwój, doskonalenie się.

Prof. Zbigniew Gaciong zwracał też uwagę, że możliwości kształcenia zależą również od finansów. – Na naszej uczelni mamy nie tylko nauczycieli, lecz także lekarzy, którzy realizują funkcje diagnostyczno-terapeutyczne w naszych szpitalach. Koszt nauczyciela i godziny jego pracy jest znacznie większy niż w przypadku uczelni, która zatrudnia pracowników na umowę-zlecenie. Uczelnie prywatne są często atrakcyjniejszym pracodawcą – zaznaczał rektor WUM. Jego zdaniem istnieje jednak rozwiązanie tego problemu – nadanie statusu szpitala uczącego. Jeśli rozwój lekarza zaczyna się od studiów, a kończy na uzyskaniu specjalizacji i dalszym kształceniu postspecjalizacyjnym, dlaczego to nie może odbywać się w tej samej placówce? Stworzenie szpitala uczącego, który ma obowiązek przyjmować studentów, ma akredytację do kształcenia stażystów, rezydentów, prowadzenia szkoleń postspecjalizacyjnych, byłoby idealnym rozwiązaniem.

Pozostaje jednak pytanie, co taki szpital miałby w zamian. – Gdyby wprowadzić dla szpitala korzyść w postaci niewielkiego ułamka dodatków w zapisie kontraktów z NFZ, to byłby argument, żeby szpitale podjęły wysiłek przygotowania się także do nauczania przeddyplomowego. Byłaby to korzyść dla wszystkich przy niewielkim nakładzie finansowym – tłumaczył prof. Zbigniew Gaciong i dodał: – Najbardziej potrzebujemy bazy klinicznej, brakuje łóżek, przy których można kształcić przyszłych lekarzy. A należy pamiętać, że najwięcej się uczymy, ucząc innych.

Dr hab. Paweł Olszewski podkreślił, że nie ma kierunku lekarskiego i nie ma kształcenia na kierunku lekarskim bez badań naukowych i bez rozwoju profilu ogólnoakademickiego. Dlatego w ramach jego uczelni powstają nowe kliniki, realizowane są też projekty badawcze. – Przekazywanie wiedzy studentom musi się odbywać tylko i wyłącznie w powiązaniu z badaniami – zaznaczył.

Jest to realny transfer wiedzy, nowych odkryć, technologii do procesu dydaktycznego. Dzięki temu studenci uczą się poszukiwania, krytycznego analizowania źródeł wiedzy, budowania związków przyczynowo-skutkowych i wnioskowania. Ważne jest również to, aby angażować studentów w procesy badawcze. Nie mamy własnego szpitala, ale mamy kliniki na bazie szpitali współpracujących. Tych klinik jest coraz więcej w różnych specjalizacjach. Jednocześnie współpracujemy z dość szeroką grupą placówek medycznych, w których kształcimy przyszłych lekarzy w zakresie od medycyny rodzinnej po chirurgię i ginekologię – mówił. – Tam, gdzie mamy kliniki, prowadzimy też badania. W tym momencie uczymy w 180 klinikach i oddziałach.

Dr hab. Paweł Olszewski dodał też, że pracując na bazie obcej, jego uczelnia może współpracować z lekarzami, którzy chcą zajmować się dydaktyką, włączać studentów w badania i publikacje. – Bazujemy na osobach, które chcą z nami współpracować i jest to duża liczba lekarzy. My oczywiście staramy się odciążać ich od pracy administracyjnej, którą muszą wykonywać, jeśli są na uczelniach dydaktykami, pomoc w tym zakresie powoduje, że chętnie podejmują się nauczania i pracy ze studentami. To także wynik m.in.: wspomagania metodologicznego, metodycznego, dostępu do szkoleń podnoszących kwalifikacje, wytyczenia klarownej ścieżki rozwoju.

Na zakończenie dr hab. Paweł Olszewski dodał, że Uczelnia Łazarskiego szósty rok prowadzi kierunek lekarski i do tej pory komisje akredytacyjne pozytywnie oceniały jakość nauczania. Kształcenie dobrych lekarzy to duża odpowiedzialność.

Model akademickiej edukacji jest mi dużo bliższy – stwierdził prof. Piotr Ponikowski. Zaznaczył on, że edukacja akademicka to wstęp na drodze do pracy lekarza, do pełnienia misji. – Jako uczelnia jesteśmy zwolennikami realizacji koncepcji doskonałości w trzech obszarach: obszarze dydaktyki i edukacji, w obszarze nauki oraz praktyki klinicznej. Połączenie tych obszarów, a także transfer wiedzy w bezpośrednich interakcjach uczeń–mistrz zapewnia właściwą edukację lekarza.

Prof. Piotr Ponikowski zauważył, że bardzo ważną kwestią, którą należy poruszyć w trakcie debaty, jest niechęć lekarzy do kształcenia studentów. – Obserwujemy to nie tylko u nas, myślę, że tak jest w całym kraju. Wydaje mi się, że ten problem będzie większy w szpitalach nieuniwersyteckich. Nasza działalność powinna iść w kierunku przekonania lekarzy, że elementem misji naszego zawodu jest przekazywanie młodym ludziom wiedzy – podkreślił rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Określił ten problem mianem dziury w moście, podobnie jak działalność naukową. Dodał, że widziałby konieczność wprowadzenia zmian w ustawie o kształceniu kadr medycznych. Uważa, że lekarz powinien znać zarówno korzyści z takiej działalności, jak i zobowiązania, które musi wypełnić.

Pytanie jest raczej takie: czy mamy wystarczającą kadrę medyczną, która będzie chciała kształcić przyszłych lekarzy? Czy specjaliści poświęcą 360 godzin w roku na edukację studentów, łącząc to ze swoimi obowiązkami w szpitalu i prywatnymi praktykami? – zastanawiał się prof. Piotr Ponikowski.

Jeśli chodzi o tworzenie filii UM, rektor zaznaczył, że na Dolnym Śląsku nigdy ich nie było. – To może być dobry pomysł, jeśli chodzi o kształcenie pielęgniarek, ratowników medycznych poza Wrocławiem. Można by utworzyć tam coś na kształt miasteczka uniwersyteckiego, z dobrą komunikacją z Wrocławiem. Ważna jest baza kliniczna obca, którą można spróbować rozszerzyć o inne miejsca, poza uniwersyteckim miastem.

Prof. Sergiusz Nawrocki zwrócił uwagę na fakt, że w Europie Zachodniej, jak również u nas, dominuje model kształcenia ogólnoakademickiego. To gwarantuje jakość, na takie uczelnie trudniej się dostać, więc już na początku dokonuje się selekcji – tylko najlepsi absolwenci szkół średnich będą kształcić się w tym zawodzie. Jeśli do szkół zawodowych kryteria przyjęcia są niższe, obniża się w ten sposób jakość późniejszego wykonywania zawodu. Taki absolwent będzie mniej przygotowany do podejmowania ciągłych wyzwań, jakie stoją przed lekarzem. Według prof. Sergiusza Nawrockiego zwiększenie liczby przyszłych lekarzy dla samego zwiększenia jest dość ryzykowne, bo to droga na skróty. Otrzymanie pozwolenia na wykonywanie zawodu po kształceniu praktycznym może obniżyć jakość samego leczenia. To może skutkować, niestety, większą liczbą błędów lekarskich. – Tak więc taki model kształcenia tylko praktycznego jest bardzo ryzykowny, choć mam świadomość, że w Polsce brakuje lekarzy – stwierdził.

Prof. Sergiusz Nawrocki przypomniał, że olsztyński kierunek lekarski będzie miał niedługo 15 lat. – Powstawał przy dużym uniwersytecie, dlatego mieliśmy pewnego rodzaju pomoc. Na początku kadra z wydziału weterynaryjnego czy biologii uczyła naszych studentów np. fizjologii czy patofizjologii. Gdy dochodziły przedmioty kliniczne, pojawiał się problem, który rozwiązaliśmy, rozpoczynając współpracę z kadrą dużych ośrodków akademickich. Pracownicy z takich ośrodków nadal stanowią znaczny odsetek w naszej uczelni, choć mamy już też część pracowników wykształconych w Olsztynie. Mamy także swój mały szpital kliniczny, ale wciąż korzystamy z innych dużych olsztyńskich szpitali, a nawet ze szpitali poza Olsztynem – mówił profesor i dodał, że choć te stare szpitale posiadają tzw. łóżka, przy których student może się uczyć, to nie mają infrastruktury potrzebnej do kształcenia – salek seminaryjnych, sal dydaktycznych itp.

Stanowi to problem, bo wzrasta liczba studentów – w tym roku przyjęto 200 osób na kierunek lekarski polskojęzyczny, a jeszcze jest anglojęzyczny. Dlatego prof. Sergiusz Nawrocki zaznaczył, że nie wyobraża sobie dalszego rozwoju i funkcjonowania na odpowiednim poziomie bez dużego szpitala klinicznego. – Tam, gdzie będą powstawać kierunki lekarskie, będzie się to wiązało z dużymi nakładami finansowymi związanymi z zapewnieniem bazy klinicznej. Inaczej zapewnienie odpowiedniej jakości kształcenia będzie niemożliwe – podkreślił.

Pacjent, który przychodzi do lekarza, oczekuje rzetelnej diagnozy i leczenia – rozpoczął swoje wystąpienie dr Piotr Kusznieruk. Zwrócił uwagę na to, że taki zapis znajduje się w przepisach prawa w ustawie o szkolnictwie wyższym i kształceniu na różnych kierunkach. Dlatego w jego przekonaniu podział na profil akademicki i praktyczny w nauczaniu lekarzy jest de facto sztuczny. Podkreślił, że zapisy rozporządzeń są kontrolowane przez Państwową Komisję Akredytacyjną, bo zawód lekarza jest zawodem kontrolowanym. Stąd też istnieją ograniczenia w budowaniu programów nauczania, bo regulują to przepisy.

Dr Piotr Kusznieruk zwrócił uwagę, że studenci nie rozumieją różnicy pomiędzy studiami o profilu ogólnoakademickim i praktycznym. Pracodawca, przyjmując absolwenta do pracy, też nie zwraca na to uwagi. Ten podział jest sztuczny i być może trzeba to „doregulować” sposobami kształcenia.

W zawodach medycznych kształcimy od 18 lat. Uczelnia jest udziałowcem w 14 klinikach (głównie są to kliniki fizjoterapeutyczne i przychodnie lekarskie). Współpracujemy prawie ze wszystkimi szpitalami na terenie Warszawy, to daje nam poczucie bezpieczeństwa. Gdyby jakaś umowa została zerwana, zostaje nam inna jednostka. Staramy się też budować własną bazę, żeby nie być całkowicie zależnym od innych. Zgadzam się z prof. Zbigniewem Gaciongiem, że niektóre szpitale powinny mieć zmienione świadczenia, jeśli chodzi o umowę z NFZ w zakresie kontraktów. To jest uzasadnione z dwóch powodów: pierwszym jest potrzeba bazy klinicznej, a drugim potrzeba pewnej zmienności w kształceniu – dyrektor chętniej wpuści studentów, a lekarz kształcący bardziej poświęci im czas, gdy szpital będzie miał za to jakąś rekompensatę. To rozszerzenie bazy dydaktycznej i wpuszczenie do systemu kształcenia lekarzy z innych ośrodków, które dotąd nie były brane pod uwagę, może wprowadzić dodatkowe kompetencje, umiejętności i specjalistów, którzy podniosą kwalifikację kadry – reasumował dr Piotr Kusznieruk.

Prof. Janusz Dzięcioł na pytanie, czy podział na szkołę zawodową i kształcenie akademickie jest tylko pozorny, odpowiedział, że „akademickość” jest pojęciem szerszym. Lekarz musi mieć umiejętności praktyczne, ale żeby je osiągnąć, musi bazować na akademickości. Według prof. Janusza Dzięcioła jest to problem, bo obecnie mamy duży niedobór kadr medycznych. Dlatego pogodzenie aktywności typowego pracownika naukowego ze świadczeniem usług medycznych, klinicznych i nauczaniem młodych ludzi jest dosyć trudne. – W pewnym momencie dochodzi do polaryzacji – część osób bardziej skupia się na działalności naukowej, mniej na klinicznej. To jednak nie znaczy, że jest jakieś niewłaściwe działanie w którejś z tych części – zaznaczył i dodał, że student, który ma zajęcia w klinikach, oczekuje od prowadzącego przekazania jak największej ilości informacji związanych z jego przyszłą pracą, oczekuje wiedzy praktycznej. – Jeżeli ma czas, chętnie korzysta z działalności kół naukowych, szczególnie zainteresowani pracą w nich są studenci starszych roczników. Aktualnych informacji dostarczają mu badania naukowe, czyli akademicki profil nauczania jest niezbędny – podkreślił. – Coraz więcej studentów pragnie działać naukowo, bo nowe informacje można wykorzystać w praktyce. Postawienie tylko na praktykę byłoby błędem, bo wiązałoby się z niedoborem wiedzy u osób kończących studia praktyczne.

Dla prof. Janusza Dzięcioła zwiększenie liczby studentów nie ma aż tak istotnego wpływu na jakość kształcenia. – Tak naprawdę podczas sesji egzaminacyjnych następuje weryfikacja umiejętności kandydata na przyszłego lekarza. Dlatego uważam, że jak największa liczba chętnych powinna być przyjęta na pierwszy rok, a potem powinna następować weryfikacja. Tak więc akademickość na pierwszym miejscu, bo ona ma istotny wpływ na część praktyczną – dodał.

Prof. Janusz Dzięcioł odniósł się także do zwiększenia liczby uczelni medycznych w Polsce. – Jeśli powstałby drugi ośrodek w okolicach Białegostoku, który otworzyłby kierunek lekarski, chętnie byśmy z nim współpracowali. Ale na razie nie widzę możliwości powstania takiego ośrodka nie tylko ze względu na bazę kliniczną, lecz także kadrę kształcącą przyszłych lekarzy, która w większości jest spoza Białegostoku – mówił. Nawiązywał też do kształcenia na tzw. bazie obcej. – Nie jesteśmy wielką aglomeracją, jako uczelnia mieliśmy kilka jednostek klinicznych na tzw. bazie obcej, z niektórych musieliśmy zrezygnować, bo współpraca z dyrektorami szpitali nie zawsze jest łatwa. Rozbudowujemy swoją bazę, ale w związku ze zwiększoną liczbą studentów nadal korzystamy z bazy zespolonego szpitala wojewódzkiego, który podlega urzędowi marszałkowskiemu. Zawieramy umowy-zlecenia z lekarzami tam pracującymi. To jest dla nich korzystne, bo część zajęć prowadzą, świadcząc równocześnie usługi swojemu pracodawcy, np. podczas zajęć z ginekologii. Lekarze są chętni do takiej współpracy, mają dodatkowy zarobek, a także możliwość rozwoju, bo współpracują z uniwersytetem. Reasumując, część teoretyczną studenci realizują z naszą kadrą, a praktyczną – z zaprzyjaźnionymi ośrodkami klinicznymi.

Rolą uniwersytetu nie jest tylko nauczenie zawodu – podkreślił prof. Tomasz Grodzicki. – Oczywiście chcemy, żeby absolwent uczelni medycznej był dobrym lekarzem, ale też wychowawcą i opiekunem kolejnych pokoleń lekarzy, żeby ta osoba była otwarta na nowe technologie. Dodał też, że ogólnoakademickość widziałby nie tylko przez pryzmat badań naukowych, choć to istotny element, lecz nieco szerzej. Znajomość pewnych problemów, chociażby z dziedziny filozofii, daje szerszą perspektywę – lepsze zrozumienie świata. Studia medyczne powinny jak najszerzej kształcić.

Obserwując dalsze losy naszych absolwentów, widzę, że niekoniecznie średnia decyduje o tym, jak sobie radzą. Zdarza się, że ktoś miał niską średnią z ocen, ale prowadził inne działalności, miał szerokie zainteresowania i po studiach doskonale odnajduje się w tym, co robi. I to jest nasz cel – chcemy wychować absolwenta, który będzie podejmować nowe wyzwania – zaznaczył.

Prof. Tomasz Grodzicki oznajmił też, że szpitale uniwersyteckie mają ten ogromny plus, że są w nich osoby przygotowane do kształcenia, bo nauczanie jest częścią ich zawodu. Poruszył również kwestię niechęci lekarzy w innych szpitalach do nauczania studentów. Wiąże się to z brakiem czasu, z prowadzeniem prywatnych praktyk. Dlatego, zdaniem prof. Tomasza Grodzickiego, bardzo ważną kwestią jest wychowanie kadr kształcących.

A jak optymalnie kształcić przyszłych lekarzy? Czy wrócić do modelu sprzed 30 lat i tworzyć filie tych dużych, wiodących uczelni? Prof. Tomasz Grodzicki nawiązał do powstawania nowych szkół posiadających kierunek lekarski. Tylko w Małopolsce powstały takie w Tarnowie, Nowym Sączu i Nowym Targu. W województwie mazowieckim też przybyło kilka. Czy zatem szkoła w każdej większej miejscowości, gdzie jest szpital, czy raczej współpraca z dużą, renomowaną uczelnią? On skłaniałby się do tej drugiej opcji. Kształcenie przedkliniczne to również ważna rzecz, ale czy warto ten system budować od nowa? Czy ma to sens, choćby w tych mniejszych ośrodkach? W jego opinii warto by współpracować z uczelniami, które już działają w tym zakresie, wykorzystywać ich zaplecze.

Prof. Ryszard Gellert podkreślił natomiast, że lekarz nie tylko ma leczyć, lecz także uczyć następne pokolenia. To musi być obowiązek przekazania wiedzy medycznej następnym pokoleniom. Młody człowiek trafia na specjalizację i dostaje swojego mistrza, który ma go przygotować do samodzielnego wykonywania zawodu. Od momentu immatrykulacji mija 10-12 lat, zanim ktoś uzyska samodzielność w zawodzie. To długotrwały proces i nie można skupiać się tylko na uczeniu, ale i na wychowywaniu. Należy zatem prowadzić szeroką rekrutację, ale i eliminować w trakcie procesu kształcenia.

Podsumowanie

Wszyscy uczestnicy debaty jednogłośnie stwierdzili, że podstawą kierunku lekarskiego jest kształcenie akademickie. Zwrócili też uwagę na potrzebę zmian w zasadach rekrutacji, weryfikacji wiedzy i eliminacji. Ważnym elementem, nad którym trzeba się pochylić, jest także finansowanie świadczeń w szpitalach będących bazą kliniczną dla uczelni medycznych, ponieważ nie ma nauki zawodu lekarza bez dostępu do łóżka pacjenta. Nie należy też zapominać o kształceniu i motywowaniu nauczycieli akademickich – poziom kadry nauczającej przekłada się bowiem na jakość leczenia przez przyszłych lekarzy.

Link do nagrania:
https://youtube.com/playlist?list=PL4cRiELOM5pMPUtYqlLeQHghG-zB3rcie
Dzień 2., kanał 1. – czas rozpoczęcia: 1:06:29

Powiązane artykuły
Kongres

Aplikacje mobilne w zarządzaniu diagnostyką i terapią szumów usznych

Szumy uszne są dolegliwością przewlekłą i bardzo zmienną – podatną na różnorodne czynniki: środowiskowe, biologiczne, psychologiczne. Aplikacje mobilne w zarządzaniu diagnostyką i…
Kongres

Przez żołądek do mózgu, czyli jak poprawić pamięć

Nutraceutyki to substancje czynne biologicznie, które łączą w sobie wartości odżywcze oraz aktywność farmakologiczną. Zaliczamy do nich między innymi żywność funkcjonalną, wyizolowane…
Kongres

Zdrowie psychiczne to zdrowie publiczne

Ostatnie lata, związane z coraz większym wpływem na życie człowieka cyfrowych technik komunikacji, sztucznej inteligencji, wieloaspektowych doświadczeń wynikających z pandemii COIVID-19, unaoczniają,…
Zapisz się, aby otrzymywać nasz newsletter

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *